wtorek, 23 grudnia 2014

Spowiedź czytelnika, czyli odpowiadam na 10 pytań


Zostałam poproszona przez ESBookish z Cienia Smoka o odpowiedź na 10 pytań w ramach blogowej, łańcuszkowej zabawy Liebster Blog Award. Ponieważ boję się 7 lat nieszczęścia, poprzedzonych nagłym zgonem w kwiecie wieku (czy co tam grozi za zlekceważenie łańcuszka), a dodatkowo sama lubię czytać takie rzeczy, przedstawiam oto moją spowiedź czytelnika...


1. Książka, którą czytałaś więcej niż raz lub zamierzasz do niej wrócić, to...
Po wielokroć czytam niektóre książki dla dzieci. Serię o Basi duetu Oklejak / Stanecka mogę wyrecytować w nocy o północy i na wyrywki. Moje dzieci lubią czytać kilka razy te same pozycje. Skoro lubią, widać do czegoś jest im to potrzebne.

A tak sama z siebie wróciłam do Pieśni Lodu i Ognia, żeby zwrócić uwagę na szczegóły, które umykały przy pierwszej, rozemocjonowanej lekturze. Samą mnie zastanawia natomiast, po co czytam od czasu do czasu od nowa serię o Thorgalu. Ze starych  czytaj lepszych  odcinków znam każdy obrazek, każdy dialog. Najwyraźniej stara miłość nie rdzewieje.

2. Kocham książki, bo...
Bo ja wiem, czy kocham? Powietrza przecież się nie kocha.

3. Co daje Ci blogowanie?
Lubię czytać to, co sama napisałam ;-)

4. Jaki bohater/ka jest dla Ciebie wzorem?
Krystyna Lavransówna powiedziała Dobre dni są dla rozumnych, lecz najlepsze dla tych, którzy ośmielają się być nierozsądni. Już za bardzo nie pamiętam fabuły tej książki, bohaterka coś sobie tam ostro nagrabiła, jakieś szlajanie się po krzakach z rycerzem zdaje się, zakończone niechcianą ciążą, ale tym tekstem to mi zaimponowała.

5. Czym się kierujesz przy wyborze książek?
Jestem bardzo zachłanna. Są setki tytułów, które chcę przeczytać. To nie jest racjonalne. Czasem odnoszę wrażenie, że to książki wybierają mnie. Zaginają na mnie parol, ciągle cisną się w oczy, przeceniają się same w księgarniach, byle bym je wzięła.

Poza tym podjęciu lektury sprzyjają: zobaczenie, że książka ma świetne oceny u któregoś z moich BiblioNETkowych krewniaków, oczarowanie okładką (skoro ktoś tak bardzo się przy niej starał, to znaczy, że wyjątkowo zależało mu treści książki i sam ten fakt już zwraca moją uwagę) i polecenie książki przez osoby, które lubię, cenię, szanuję ect.

6. Jak ważna jest dla ciebie opinia innych blogerów o książce, którą zamierzasz przeczytać i opisać?
Jeśli książkę chcę zrecenzować, to za wyśmienitą uważam sytuację, kiedy nikt jej jeszcze nie opisał na blogu. Czyli dla mnie najważniejszy jest... brak opinii. W przypadku książek pozablogowych, jeśli bloger pisze bezbłędnie, zajmująco, inteligentnie, to jego zdanie mi wystarczy, by podjąć pozytywną decyzję czytelniczą.

7. Wolisz wersję papierową czy e-book? Dlaczego?
Zdecydowanie doceniam wygodę czytania na Kindlu. Wręcz nie znoszę tych kapryśnych książek, które domagają się, by czytając je, używać nie tylko oczu i mózgu, ale też obu rąk do przytrzymywania zamykających się stron. Boli mnie drobny druk i podły papier.

Jednak papierowe książki, wydane jak należy, są tym, co lubię mieć na własność.

8. W jakim miejscu najbardziej lubisz czytać?
Miejsce w ogóle nie ma znaczenia. Jeśli książka mi się podoba, mogę ją czytać wszędzie, w każdych warunkach. Mam na szczęście umiejętność szybkiego przeskakiwania między realem a światem książkowym. Niemniej najmilej czyta mi się, gdy wiem, że raczej nikt mnie nie oderwie nagle od lektury, np. w łóżku nocą czarną, gdy dzieci już śpią.

9. Jak twoim zdaniem odbierany jest świat blogerów książkowych?
Zmysłem wzroku, głównie... Tak serio, to nie siedzę w tym światku, ale przypuszczam, że tzw. świat blogerów książkowych głównie obchodzi ich samych.

10. Książka, która zmieniła moje życie, to...
Jest kilka takich książek, których wpływ sobie uświadamiam. Chodzi tu o książki światopoglądotwórcze (to jest takie słowo?). Myślę, że to cenne doświadczenie przeczytać po 2-3 uznane tytuły dotyczące najważniejszych dziedzin życia: wychowywania dzieci, polityki, seksu, psychologii, historii swojego kraju, ekologii. Tytuły, które przychodza mi teraz do głowy: Mazlish, Faber Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały - jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły, Grodecka Siewcy dobrego jutra, Singer O życiu i śmierci: Upadek etyki tradycyjnej, Bikont My z Jedwabnego.

A teraz zabierzmy się za to świętowanie!

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Łukasz Modelski "Piąty smak. Rozmowy przy jedzeniu"


Po prostu życie nie musi być perfekcyjne, żeby było perfekcyjne Agnieszka Kręglicka, jedna z rozmówczyń Łukasza Modelskiego.


Dotychczas myślałam, że moja rodzina, w niektórych aspektach rzeczywistości, jest nieco rozmemłana, pierdołowata i nieodpowiedzialna. Coś jak Muminki, które rano leżą w łóżku i czytają śmieszne książki, zamiast robić kariery, albo w środku domu mają drzewo, bo nie miały serca go ściąć, zamiast zadbać o czystość i designerski wygląd wnętrz. No, do pewnych spraw nie mamy jakoś pędu i aż czasem się zastanawiałam, czy to nie aby jakaś aberracja. A tu się z książki Piąty smak dowiaduję, że wpisujemy się w coraz popularniejszy ruch Slow! Wow, to chyba pierwszy raz w życiu, kiedy (mimochodem wprawdzie, więc nie wiem, czy to się liczy) nadążamy za, a raczej człapiemy zgodnie z modą!

czwartek, 11 grudnia 2014

Dziewczyna, której jedno w głowie - czyli można mnie uszczęśliwić na 10 sposobów

Istnieje książka pod takim tytułem. Wprawdzie jeszcze jej nie czytałam, ale dziś przyszła mi na myśl, bo ja też jestem dziewczyną, której jedno w głowie... Pasje moja i bohaterki książki jednak nieco się różnią.

Tu możecie przeczytać, co lubi tamta dziewczyna. Co ja lubię, widać najjaśniej, gdy mam wymyślić jakiś prezent dla siebie. A że co porządniejsi już rozglądają się za gwiazdkowymi upominkami, daję listę rzeczy, których znalezienie pod choinką wzbudziłoby mój szczery entuzjazm. Wszyscy lubimy 10-punktowe listy, więc i moja taka będzie.

piątek, 5 grudnia 2014

Charles Bukowski "Z szynką raz", czyli niestety super

Cóż za kontrast. Jedna z najbardziej przejmujących, straszliwych historii jakie czytałam, a napisana brylantowym stylem. Autobiograficzna opowieść o pełnych przemocy dzieciństwie i młodości przekazana została prostymi obrazami, ale miałam odczucie, jakby ktoś mi ją rozrysowywał skalpelem wprost na sercu.

Historia strachu, niedostosowania, poniżenia, narastającej goryczy, którą autor wydał po sześćdziesiątce. Przypuszczam, że dopiero po latach był w stanie zejść w to głęboko ukryte, cuchnące strachem miejscem, przypomnieć sobie tamto biedne, biedne dziecko, swój początek.

Zawsze budzi mój podziw, gdy ktoś tak stłamszony się podnosi. Skąd bierze siłę, by normalnie żyć? Albo nawet nienormalnie, jak Bukowski  alkoholik, hazardzista, kurwiarz  ale dzielnie, twórczo, nie ustając w ciągłym zmaganiu?

Zastanawia tytuł książki. W oryginale to ham on rye, czyli, jak tłumaczy małżonek (światowiec), najzwyczajniejsza amerykańska kanapka. Czy więc chodzi o to, że jest to niestety zupełnie zwyczajna historia, typowa dla Stanów lat '20 i '30? A może to całkowicie mylny trop?

Z niesmakiem odkryłam, że w BiblioNETce Z szynką raz! jest otagowane hasłem "humor". Ale potem spojrzałam na cytat z powieści, który sobie zaznaczyłam: Turgieniew pisał bardzo serio, ale czasem mnie śmieszył, bo prawda przy pierwszym zetknięciu może budzić śmiech. No właśnie. A dalej to leci tak: Kiedy ktoś zna tę samą prawdę co ty i zwraca się z nią specjalnie do ciebie, to po prostu jest super. Panie Charlesie, to było niestety po prostu super.

Książkę przeczytałam w ramach DKK.

Moja ocena: 5,5/6
BiblioNETka: 4,92/6

czwartek, 27 listopada 2014

Ludwika Włodek "Wystarczy przejść przez rzekę"

Azja Środkowa idealne miejsce dla dziennikarza. Polacy nadal guzik o niej wiedzą, egzotyka jest i do tego zawsze tu iskrzyło, jak to na styku kultur. A odkąd w latach 20. bez słów towarzysz Stalin na mapie fajką strzałki ruszył i jeszcze bardziej splątał sytuację geopolityczną, rejon nie zaznał spokoju.

Zamieszki, przewroty, konflikty, afery korupcyjne, prześladowania etniczne, prowokacje to do dziś chleb powszedni postradzieckich republik Tadżykistanu, Turkmenistanu, Kirgistanu, Uzbekistanu i Kazachstanu. Do tego olbrzymie, przymusowe zmiany kulturowe, chociażby zmiana alfabetu arabskiego na łaciński, a następnie łacińskiego na cyrylicę. Azja Środkowa: żyć tam bardzo ciężko, czytać o tym bardzo interesująco.

Pozornie we współczesnym świecie cztery tysiące kilometrów dzielące Warszawę od Taszkentu nie powinny być przeszkodą w przekazywaniu informacji. W praktyce dostajemy bardzo mało wiadomości z miejsc, w których drogi są w fatalnym stanie i nie naszym żołnierzom urywa tam nogi. Autorka, zdając sobie z tego sprawę, wprowadza nas więc w geografię, historię i politykę rejonu. Z konieczności tego wykładu (czasem dość łykowatego) jest sporo, ale bez niego nie sposób zrozumieć współczesnych losów Azji Środkowej. Okazuje się, że życie jest tam aż nazbyt ciekawe.

Owce Marco Polo
Najstarsze dzieje to po prostu baśnie z tysiąca i jednej nocy: Koran kalifa Usmana, Samarkanda, Tamerlan, Aleksander Macedoński i owce Marco Polo. Potem straszliwy okres sowiecki, podporządkowanie wszystkiego ideologii (łącznie z pisaniem od nowa historii i słowników językowych) i produkcji bawełny.  W końcu okres współczesny, gdy groza momentami dorasta do tej z wojny bałkańskiej z lat dziewięćdziesiątych, a rządzący wydają się mieć wzory prosto od Łukaszenki. Władza niemal zawsze wiąże się olbrzymimi nadużyciami. Najlepszy dowód to lista Forbesa, na której figurują dzieci niemal wszystkich prezydentów urzędujących w Azji Środkowej.

O ile w polityce jest egzotycznie, to naprawdę zdumiewająca bywa obyczajowość. Weźmy chociażby plagę porwań matrymonialnych w Kirgistanie, sprawdzanie dziewictwa przy pomocy gołębiego jajka (nie wnikam...) w Uzbekistanie, czy tadżycką zajawkę na bycie potomkiem Aleksandra Wielkiego.

Zapiski z podróży Włodek najlepiej się czyta w tych momentach, gdy mają bardziej osobisty charakter. Gdy przekazuje nam zmysłowe wrażenia. Gdy pisze o napotkanych w drodze ludziach: gościnnych miejscowych i postrzelonych obieżyświatach. Gdy wykłada swoją filozofię podróżowania. I gdy opowiada, za co kocha ten rejon świata. Bo to dosyć trudna, ale jednak miłość. Zgaduję, że dziennikarka wybierze się tam jeszcze nie raz. Mam nadzieje, że znów nas ze sobą zabierze.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

Moja ocena: 4,5/6
BiblioNETka: 4,5/6 (na razie nikt oprócz mnie nie ocenił)

Wystarczy przejść przez rzekę / Ludwika Włodek; Wydawnictwo Literackie, 2014.

czwartek, 13 listopada 2014

Arkady Fiedler "Wiek męski - zwycięski"

To, co widzisz po lewej stronie, to obwoluta wydania Wieku męskiego" z 1983 roku. Projektant wykorzystał niepomiernie szpetne zdjęcie, które dodatkowo z drukarni wyszło zrudziałe, o rozmytych konturach. Wklejam jako ciekawostkę i proszę, jeśli natkniecie się na to wydanie, wyrzućcie w moim imieniu obwolutę. Bo na okładce kryje się uroczy lemur  zwierzątko flagowe Fiedlera.

środa, 5 listopada 2014

Władysław Kopaliński "Trzeci kot w worku czyli Rozmaitość świata"

Nie ulega wątpliwości, że Słownik mitów i tradycji kultury Kopalińskiego jest najczęściej używaną książką w moim domu. Nie, nie podpiera stołu z jedną nóżką bardziej. Opasła książka jest używana mniej więcej w tych celach, dla których została wymyślona. Czyli do sprawdzania informacji tyleż ciekawych co w praktyce nieprzydatnych. Choć wolę napisać, że są to wiadomości pięknie bezinteresowne.

środa, 29 października 2014

Jacek Kleyff "Rozmowa" - ten jest z ojczyzny mojej

Przeczytałam parę relacji po krakowskich Targach Książki i ze zdziwieniem odkryłam, że blogerzy gremialnie na nie utyskują. W kolejce do Stasiuka dwa razy nadepnięto mi na odcisk i to chyba specjalnie, a te tłumy to przylazły złośliwe, żebym nie mogła w spokoju kompletować autografów, zresztą po godzinie zaczęłam tęsknić za moim kotem i w ogóle dość tego!

Strasznie przysmęcili, więc sobie via książka poobcowałam z panem, który dla odmiany twierdzi, że dość jest wszystkiego dojść można wszędzie dość jest wszystkiego, w górę szlaban!

poniedziałek, 27 października 2014

Kocham tarzać się w książkach - Targi Książki w Krakowie

Pierwsza myśl po targach? Zabieranie na nie małych dzieci to głupota. Wykazałam się nią w sobotę. Ale dzięki temu w niedzielę doceniłam rozkosz swobodnego szlajania się między stoiskami, gadania z niszowymi wydawcami i oglądania jakiś strasznie zakręconych książek. I to jeszcze w doborowym towarzystwie ulubionego męża. Generalnie warto zabierać ze sobą kogoś, kto posiadł umiejętność rozróżniania strony prawej od lewej dzięki temu nie kręcimy się po hali jak gówno w przerębli.

Tu chwila pochwał dla Expo  ta hala jest dobrze przemyślana i podzielona. Nawet mi  a słynę jako wyjątkowa pierdoła, jeśli chodzi o orientację w przestrzeni  udało się dotrzeć bez problemu do toalety, ha!

poniedziałek, 20 października 2014

PROczyliZa w finale konkursu Ebuka 2014!

Tutaj napisano czarno na białym, że jestem w zacnej grupie najlepszych blogerów książkowych! Cieszę się bardzo!

POZOSTALI TEGOROCZNI WYBRAŃCY:

A tak wygląda nagroda, którą otrzymał zwycięzca Ebuki 2012 - Piotr z bloga Beznadziejnie zacofany w lekturze. Istna skrzynia skarbów! Też chcę taką, dlatego proszę o trzymanie kciuków w najbliższą sobotę, kiedy to na Targach Książki, podczas Zlotu Blogerów ogłoszony zostanie zwycięzca.

poniedziałek, 29 września 2014

KaeReL "Łauma" - pląsając z Norbim

Dla kogo jest Łauma? Bo tak: rysunki czarno-białe, klimacik na początku horrorzasty, zawiązanie akcji niezwykle intrygujące, tu i ówdzie przemyka cyc goły, a nawet - apage satanas! - dostajemy spaczony obraz księdza dobrodzieja. Kto to widział, żeby proboszcz był garbaty, z jego oblicza nie biła dobroduszna życzliwość i żądał ekstrakasy za pogrzeb duszyczki, która nieco pobłądziła!? Czyli coś dla dorosłych, i to zboczonych lewaków (żeby tak duszpasterza bez szacunku...).

sobota, 27 września 2014

Haruki Murakami "O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu" - wpis na Maraton Warszawski

Biegnąc, nic nie robię, tylko biegnę.

Potrzeba talentu, by powyższe zdanie rozwinąć na prawie 200 stronach. A talent i osobowość Murakamiego sprawiają, że czyta się to wspaniale.

Pisarz biega niemal codziennie od 30 lat. Twierdzi, że to najbardziej pomocny i najsensowniejszy z jego nawyków. Pomaga mu pełniej żyć i umożliwia pisanie powieści, działając jak odtrutka na jad, jaki sączy się w duszy każdego pisarza.

czwartek, 25 września 2014

Marta Dzienkiewicz i wspaniali ilustratorzy "Pionierzy czyli poczet niewiarygodnie pracowitych Polaków"

Książka ma krzykliwą okładkę. Konkretnie krzyczy: Weź mnie, w środku jest super! Okładka nie kłamie.

Twórcy Pionierów mają dla polskich dzieci ważny przekaz. Pokazują, że Polak (a od czasu do czasu nawet Polka) potrafi wykazać się w przeróżnych dziedzinach. Cudny jest ten zamysł, by w zbiorze przedstawić odkrywców, konstruktorów, podróżników: ludzi, którzy robili coś jako pierwsi, często wbrew pukającemu się w czoła ogółowi. Dzięki temu nie dostaliśmy kolejnej galerii słynnych rodaków. Zamiast przewałkowanego na placuszek Mikołaja Kopernika, mamy więc Jana Heweliusza, w miejsce oczywistego Kukuczki Rutkiewicz, obok Bronisława Malinowskiego postać Marii Czaplickiej, badaczki Syberii.

środa, 24 września 2014

Ekke Overbeek "Lękajcie się. Ofiary pedofilii w polskim Kościele mówią"

Jak myślisz, co należałoby zrobić, gdyby wyszło na jaw, że jakaś międzynarodowa, potężna firma wydała wewnętrzny, tajny dokument, chroniący przestępców w szeregach swoich pracowników? Dokument ten mówiłby o tym, że wszyscy mający wiedzę o przestępstwie również jego ofiary muszą zachować milczenie. W przeciwnym wypadku firma, wykorzystując swoją władzę, pozbawi ich (bez różnicy: przestępców, ofiary, świadków) możliwości spełniania pewnych podstawowych potrzeb. Dobro firmy jest najwyższą wartością. Pierwsze skojarzenia mafia!

A gdybyś się dowiedział, że ukrywane w ten sposób przestępstwa to najgorsze zwyrodnialstwo? To wykorzystywanie seksualne dzieci? Nie do uwierzenia, prawda? Pociągnijmy rzecz do absurdu: instytucje państwowe przymykają na to oko, nie chronią swoich obywateli. Przestępcy nie tylko nie są skazywani, ale pozwala im się popełniać kolejne przestępstwa!

środa, 3 września 2014

„Poza gatunek: rozmowy o aktywizmie, prawach zwierząt i społeczeństwie”

Publikacja darmowa! Zamów tutaj.
Każda osoba zajmująca się pomaganiem zwierzętom, ba, każdy nawet niezaangażowany w akcje prozwierzęce wegetarianin usłyszał choć raz mniej lub bardziej oburzone: "Dlaczego pomagasz zwierzętom? Przecież jest tyle chorych dzieci!" W sumie to bezrefleksyjna zaczepka, ale i tak ręce mi wtedy opadają. Na szczęście w książce Poza gatunkiem znalazłam idealną odpowiedź: "To świetnie, że zajmujesz się dziećmi. W takim razie ja mogę zajmować się zwierzętami." To podobno ucina dyskusję.

sobota, 26 lipca 2014

David Mitchell "Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta", czyli go! go! Jacob

Sztuczna wysepka u brzegów Nagasaki, pełniąca funkcję cudzoziemskiej faktorii handlowej. Rok 1800. Młody rudzielec i stary lekarz stoją choć wcale by nie musieli na dachu wieży ostrzeliwanej z armat pokładowych angielskiej fregaty Helios. Stary stoi, bo stoi młody, młody stoi, bo nad nim powiewa holenderska flaga. Ten trójkolorowy obrusik nie zginąłby za ciebie przekonuje doktor, ale już nie mogą się wycofać. Takie sceny są dla mnie sercem i sensem literatury.

poniedziałek, 21 lipca 2014

Jorge Bucay "Pozwól, że ci opowiem...", czyli jak żyć, panie psychoterapeuto

Próbowałam przeczytać książkę Irvina D. Yaloma "Z każdym dniem trochę bliżej". Obiecywałam sobie po niej to i owo. Raz, że autor to bardzo znany amerykański psychiatra i terapeuta, wielki autorytet. Dwa, że pomysł na książkę miał zupełnie unikatowy. Otóż wspólnie ze swoją klientką, początkującą pisarką, postanowili przedstawić przebieg jej kilkuletniej psychoterapii. Każde z nich niezależnie opisało proces terapeutyczny. Potencjał jest.

Niestety, poddałam się przy którejś nastej stronie, bo tłumaczenie okazało się na tyle kiepskie, że jego autorkę może usprawiedliwiać jedynie nagły poród. W Google Translate to każdy umie wrzucić, serio.

czwartek, 3 lipca 2014

Jak tu nie kochać, czyli dowózka biblioteczna

Tym razem poszłam głównie w dzieci
Co i rusz czytam wpisy ludzi psioczących na biblioteki publiczne. Wiem, że to nie jest zwykłe polskie ględzenie. Jakiejś ważnej lub po prostu fajowiej książki nie ma i nie będzie, na inną czeka się miesiącami, a bibliotekarka jest mściwą i niekompetentną babą. Wiem, wierzę, współczuję i tym bardziej się zachwycam moją ulubioną placówką.

Bukoliczne to miejsce jest małe i wsiowe, ale pełne cudeniek i pierwszego sortu rarytasów. Ostatnio wpadłam na moment i z szaleństwem w oku zgarnęłam, co było akurat wystawione. Plon tych pośpiesznych żniw widać na zdjęciu:
Zresztą sami zerknijcie do ich katalogu czego tam nie ma! Jeśli jeszcze dodam, że pracownice w tej biblioteczce są miłe i kompetentne co jak rozumiem mocno rozmija się z krajową średnią to pewnie pomyślicie, że jednak fantazjuję. A mam ochotę iść jeszcze dalej. Otóż przypuszczam, że takich superbibliotek jest trochę w Polsce. Te w dużych miastach są wydrenowane z nowości i odstraszają długaśnym czekaniem na chodliwy tytuł. Ale na prowincji może się przed nami niejeden sezam otworzyć.

Ta moja ukochana mieści się w Wielkiej Wsi pod Krakowem. Byłam też kiedyś w świetnie zaopatrzonej książnicy brzeskiej. Czasem naprawdę warto pojechać trochę dalej, żeby wrócić z pełnym plecakiem. Przy okazji wakacyjnych wypraw można sprawę zbadać. A może wy też macie takie skarbczyki na boku?

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Mikołaj Grynberg "Ocaleni z XX wieku" – wspólnota

Kochany, tyle lat na ciebie czekałam, żeby zacząć tak płakać.
 Irena Johannsen, jedna z rozmówczyń Mikołaja

Ocaleni to zbiór wywiadów. Rozmówcy mają po 80-90 lat, są mieszkającymi w Izraelu Żydami, którzy urodzili się w Polsce i na ogół tutaj przetrwali II wojnę światową. Mikołaj (po przeczytaniu Ocalonych nie jestem w stanie myśleć o nim inaczej niż "na ty"; poza tym mam wrażenie, że on jest "na ty" z całym światem) jest fotografem (wspaniałym) i wnukiem ocalonych. Nie, nie z tych Grynbergów. W 2010 r. stwierdził, że ma ostatnią szansę porozmawiać ze świadkami i ofiarami Shoah.

Już widzę te długie miny: co... kolejna książka wspomnieniowa o Holokauście... Kolejna, ale jednak inna.

sobota, 14 czerwca 2014

Bóg-wi-po-co, czyli blogi polskich pisarzy


Bloger, którego nie trzeba przedstawiać
Zaciekawiło mnie, którzy polscy pisarze prowadzą blogi. Od razu na myśl przychodzi Jacek Dehnel, ale kto poza nim? Byłam pewna, że mi kilka list wyskoczy. A tu nie, trzeba było pogrzebać samemu. Wyniki grzebania okazują się skromne. Brałam pod uwagę autorów, którzy już nie muszą nachalnie komunikować się z potencjalnymi czytelnikami, tylko prowadzą se (wyszło mi niedawno w teście, że jestem szalenie krakowska, to se "se" używam) bloga bóg-wi-po-co, skoro ich przesłanie ukazuje się drukiem w dużych nakładach. Lista na pewno nie jest pełna, są na niej też blogi, które zostały porzucone, ale jeśli ktoś wielbi autora, to przeczyta i sucharka.
Marcin Bruczkowski - blog jak na denata ma całkiem ładne kolorki
Wojciech Cejrowski - weteran, być może wymyślił internety, by prowadzić blog
Jacek Dehnel - też zdechło, a fajne było, przegląd różnych występków haniebnych
Marta Fox - regularnie od 2007 roku, wow
Anna Janko - po ponad 3 latach pisania konieczność zamknięcia bloga - tak to bywa, gdy pisze się dla konkretnego pisma
Małgorzata Kalicińska - zapiski prowadzone 4. rok, dość regularnie
Anna Kańtochzapiski wokół twórczości, a twórczość lubiana
Jarosław Klejnocki - dobry tytuł, autor pewnie tęga głowa, ale tak tam szaro-ponuro
Krystyna Kofta - doraźnie publicystycznie
Marek Krajewski - blogowi zmarło mu się w wieku 3 lat w 2009 r.
Małgorzata Musierowicz - w swoim niepodrabialnym stylu, bije ciepło
Łukasz Orbitowski - gościu...
Jerzy Sosnowski - jakoś mnie autor nigdy nie bawił. Z blogiem to samo. Jest nudny, czy jeszcze po prostu nie dorosłam?
Mariusz Szczygieł - pogłębiarka sympatii
Agata Tuszyńska - Długie życie gorszycielki zirytowało mnie, ale blog osoby żyjącej tak intensywnie może być barwniejszy
Michał Witkowski to jest o modzie, chociaż to ten Witkowski od Lubiewa. Albo ma złego brata bliźniaka o tym samym imieniu

czwartek, 5 czerwca 2014

Rutu Modan "The Property" – mienie odmienia, czyli zaduszki


W samolocie z Tel Avivu panuje atmosfera więcej niż piknikowa. Ktoś się całuje, ktoś wyzywa, inni się tłuką poduszkami lub zabijają czas grami towarzyskimi, ponad fotelami przelatują puszki. To izraelscy licealiści lecą do Polski odwiedzić miejsca narodowej pamięci i żałoby. Standardowa trasa: Treblinka, Majdanek, udział w Marszu Żywych. Wycieczka szkolna jak każda inna.

Tym samym samolotem do Warszawy zmierzają dwie Żydówki, babcia i wnuczka. Starsza pani, Regina, wyjechała z Polski jeszcze przed wojną, więc przeżyła, jako jedyna z rodziny. Nigdy nie miała ochoty zobaczyć ponownie starej ojczyzny. Jak mówi, Warszawa to dla niej po prostu wielki cmentarz. Nagle, w kilka miesięcy po śmierci syna, postanowiła jednak wybrać się w podróż, by odzyskać tytułową nieruchomość rodzinną. Dopiero na miejscu dziwne zachowanie babci zaczyna budzić podejrzenia. Czy aby na pewno chodzi tu o pieniądze? Za warszawską eskapadą kryje się stara, rodzinna tajemnica.

sobota, 31 maja 2014

Patrik Lindenfors "Boga przecież nie ma" - o tym, że 2+2=4

Czy to jest książka kontrowersyjna? - Na tyle, na ile kontrowersyjny może być podręcznik do logiki.

Czy można polemizować z autorem? - Można, ale nie zmieni to faktów.

Czy to aby na pewno książka dla młodzieży?! - Zdecydowanie nadaje się dla nastolatków. Wywód cały czas jest bardzo klarowny. Tak od 10.-12. roku życia już bym podsuwała.

Czy ta książka obraża uczucia religijne? - Obraża co?

środa, 28 maja 2014

Andrzej Dobosz "Pustelnik z Krakowskiego Przedmieścia" - skapnęło mi z tego bogactwa

Staram się zawsze mieć przy sobie książkę. Jak tylko nie mam, zaraz zdarza się nieszczęście, np. w Bied(a)ronce jest koleja i spędzam cenne minuty, oglądając współobywateli. W najlepszym przypadku tylko się nudzę, a w gorszym mam niewesołe refleksje natury ogólnej. Wiecie, ci rodacy kupujący w Biedronce...

piątek, 16 maja 2014

Tylko bez oślej szczęki, proszę!

W maju łatwo załapać się na komunię i na mnie też padło. Pierwsze, co się kojarzy z komunią, to oczywiście prezent. Na swojej "ihaesowej" imprezce przed laty z rzeczy istotnych (czyt. z książek) dostałam trzytomowy słownik języka polskiego PWN (innych wtedy zresztą nie było) i bardzo go sobie do dziś chwalę, choć się troszku na pewno zdezaktualizował, a do tego od nowości brak mu kilkudziesięciu stron.

Drugim prezentem była ilustrowana Biblia dla dzieci. Początkowo miałam ambitny zamiar przebrnięcia przez całość. Ale że w dzieciństwie drażniło mnie fantasy, jakoś nie mogłam się wciągnąć. Gdy doszłam do fragmentu, w którym jeden z herosów bierze oślą szczękę jeszcze świeżą i

czwartek, 15 maja 2014

Maria Parr "Tonja z Grimmerdalen" - skandynawski geniusz a grecki penis


Jak te Skandynawki to robią, że piszą tak cudowną literaturę dla dzieci? Pytanie to zadaję sobie po raz kolejny, tym razem przy czytanej właśnie Tonji z Grimmerdalen. One wszystkie – Maria Parr od Tonji, Moni Nilsson od Tsatsikiego i Rose Lagercrantz od Duni oraz parę innych pań zza Bałtyku – chyba po prostu od dzieciństwa nasiąkają atmosferą książek Astrid Lindgren (nie wyobrażam sobie, by ktoś ze szwedzkim paszportem nie znał od szkraba wszystkich jej opowieści).

Przypuszczam, że dzięki temu duch wolności hula po zapisanych przez nie kartkach, a mali czytelnicy traktowani są z należnym szacunkiem, a nie jak głupole, co to faktów i tak nie pokojarzą, więc czniać szczegóły.

środa, 16 kwietnia 2014

Agnieszka Holland "Magia i pieniądze"

Tym razem dział wydawnictwa Znak, kreujący takie chwytliwe tytuły jak Szminka w wielkim mieście, nie popisał się. Ale nie ma co się zrażać nudnym tytułem czytało się cudnie. Choć miałam parę razy odruchy niezgody z tym, co mówi reżyserka. Agnieszka Holland w Magii i pieniądzach   książce z 2000 roku   tłumaczy np., że sceny erotyczne w jej filmach są brzydkie, bo tak wygląda seks widziany z zewnątrz. Ejże, nie bawmy się w podglądactwo. Patrzmy oczami kochanków! Pamiętacie śnieżną scenę, w której Janosik liczy spódniczki Kasi (a może Marysi)? Niebrzydkie to było, oj, nie... Czyli szczęśliwie reżyserka się przełamała w tej kwestii.

piątek, 14 marca 2014

Kristin Hannah "Magiczna chwila"

Tak, dobrze widzisz, to czytadło. A przecież podobno piszę tylko o książkach nietuzinkowych. A więc to jest książka bardzo nietypowa dla tego bloga, si? Czyli wciąż się wszystko zgadza.

Zresztą przypuszczam, że już takiego eksperymentu nie powtórzę, bo przekonałam się po raz enty, że czytadło zawsze jest miałkie. Nawet jeśli ma świetne oceny w Biblionetce, a napis na okładce głosi szalona, promienna, tętniąca życiem. Że też ja - stara książkowa wyjadaczka - skusiłam się na taki tani trik...

piątek, 7 marca 2014

Robin Dunbar "Pchły, plotki a ewolucja języka" - najważniesza liczba ludzkości

Recenzja nagrodzona przez BiblioNETkę
No, szarobura jędza se poszła, to dosyć obijania, siadam do pisania.

Co my tu mamy? Intrygujący tytuł i szpetnawą okładkę, rodem z wydawnictwa Amber. Czy naprawdę trzeba przykleić szympansowi ludzkie oczy, by dostrzec w nich inteligencję?