środa, 16 kwietnia 2014

Agnieszka Holland "Magia i pieniądze"

Tym razem dział wydawnictwa Znak, kreujący takie chwytliwe tytuły jak Szminka w wielkim mieście, nie popisał się. Ale nie ma co się zrażać nudnym tytułem – czytało się cudnie. Choć miałam parę razy odruchy niezgody z tym, co mówi reżyserka. Agnieszka Holland w Magii i pieniądzach –  książce z 2000 roku –  tłumaczy np., że sceny erotyczne w jej filmach są brzydkie, bo tak wygląda seks widziany z zewnątrz. Ejże, nie bawmy się w podglądactwo. Patrzmy oczami kochanków! Pamiętacie śnieżną scenę, w której Janosik liczy spódniczki Kasi (a może Marysi)? Niebrzydkie to było, oj, nie... Czyli szczęśliwie reżyserka się przełamała w tej kwestii.

piątek, 14 marca 2014

Kristin Hannah "Magiczna chwila"

Tak, dobrze widzisz, to czytadło. A przecież podobno piszę tylko o książkach nietuzinkowych. A więc to jest książka bardzo nietypowa dla tego bloga, si? Czyli wciąż się wszystko zgadza.

Zresztą przypuszczam, że już takiego eksperymentu nie powtórzę, bo przekonałam się po raz enty, że czytadło zawsze jest miałkie. Nawet jeśli ma świetne oceny w Biblionetce, a napis na okładce głosi szalona, promienna, tętniąca życiem. Że też ja - stara książkowa wyjadaczka - skusiłam się na taki tani trik...

piątek, 7 marca 2014

Robin Dunbar "Pchły, plotki a ewolucja języka" - najważniesza liczba ludzkości

Recenzja nagrodzona przez BiblioNETkę
No, szarobura jędza se poszła, to dosyć obijania, siadam do pisania.

Co my tu mamy? Intrygujący tytuł i szpetnawą okładkę, rodem z wydawnictwa Amber. Czy naprawdę trzeba przykleić szympansowi ludzkie oczy, by dostrzec w nich inteligencję?

niedziela, 8 grudnia 2013

Słowa na niedzielę - cz. 8

Psychopomp(a?) z Sandmana
Się porobiło, że czasu nie mam. Jedyne, co czytam, to Martin, bo on się sam czyta, więc nie trzeba na niego czasu. Blog sierotką porzuconą, a o dziwo statystyki ma coraz lepsze - taka zagadka.

Ale że ktoś mnie prosił o kolejne SNN-y, to się niniejszym spinam i nową porcję słów poznanych przy okazji ostatnich lektur, a do szczęścia intelektualnego i wygranych w Scrabble koniecznie potrzebnych wypuszczam. Ładne takie się ostatnio trafiły.

Psychopomp - znane? znane! z wiersza Gałczyńskiego, śpiewnego przez Turnaua, ale jakoś wcześniej nie zainteresowałam się znaczeniem. A to nikt inny jak np. Charon, wikingowskie walkirie lub urocza siostra Sandmana (vel Morfeusza) z komiksu Gaimana, czyli ktoś, kto towarzyszy duszom w drodze do innych światów.

Epifenomen - to z książki o małpiszonach i pochodzeniu języka, która teoretycznie jest u mnie na warsztacie. Niegdyś uważano umiejętność mówienia za epifenomen właśnie, czyli produkt uboczny innych procesów, w tym wypadku ewolucyjnych.

Szpros to bardzo ciekawy przypadek, bo każdy wie o istnieniu tej rzeczy, ale mało kto potrafi ją nazwać, w każdym razie w moim pokoleniu. Nawet się zabawię i przepytam ludzi w różnym wieku. A jest to po prostu listewka dzieląca szybę w oknie lub drzwiach. Inne określenie to szczeblina. Ha, Word zna szpros i szczeblinę, a psychopompa podkreśla - kolejna ciekawostka.