Monika Żeromska we wspomnieniach z lat 1939-1956 pisze, że wojna otaczała ludzi zewsząd, wdzierała się wszędzie. Po zaledwie kilku miesiącach okupacji czuło się, jakby przykrywała człowieka niby żelazna, ciężka, dusząca pokrywa.
Bohaterowie Krasnoludków nie znają innego stanu – tylko wojnę. Żyją na przygranicznych terytoriach Izraela. Wojną są przesyceni, całkowicie przeżarci. Podporządkowali ostrzałom rakietowym całe życie, barykadują na noc domy i śnią w nich o terrorystach.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wojna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wojna. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 5 lipca 2016
poniedziałek, 23 listopada 2015
Stanisław Dąbrowa-Kostka „W okupowanym Krakowie"
Tyle czasu dzieci spędzają na jakiś bezproduktywnych akademiach ku czci, pamięci i chwale, ale idę o zakład, że w mało której szkole poświęca się choć jedną godzinę lekcyjną, by opowiedzieć, co w czasie II wojny światowej działo się w rodzinnej miejscowości uczniów. Ja z lat szkolnych wyniosłam tylko wiedzę, że Kraków nie był zniszczony przez Niemców oraz że został „wyzwolony" i, o dziwo, również nie tknięty przez Armię Czerwoną. Właśnie w takiej biernej formie. Niby klejnocik, który dobrze jest posiadać, a szkoda podrapać.
Dlaczego nie mamy wojennej legendy? Z jakich powodów krakowianie nie bronili miasta? Czy w mieście były w ogóle rozbudowane struktury AK? Może brakowało bojowego ducha, by wzniecić powstanie? Czułam swego rodzaju wstyd, że nic na ten temat nie wiem, a z drugiej strony odczuwałam lekki niepokój, że odsłoni mi się niepiękne oblicze mojego miasta. Czyżby w godzinie próby miało wybrać pozycję przyczajonego oportunisty? No bo skądś to milczenie się pewnie bierze... W końcu zdecydowałam się rozwiać te wątpliwości.
Dlaczego nie mamy wojennej legendy? Z jakich powodów krakowianie nie bronili miasta? Czy w mieście były w ogóle rozbudowane struktury AK? Może brakowało bojowego ducha, by wzniecić powstanie? Czułam swego rodzaju wstyd, że nic na ten temat nie wiem, a z drugiej strony odczuwałam lekki niepokój, że odsłoni mi się niepiękne oblicze mojego miasta. Czyżby w godzinie próby miało wybrać pozycję przyczajonego oportunisty? No bo skądś to milczenie się pewnie bierze... W końcu zdecydowałam się rozwiać te wątpliwości.
czwartek, 14 maja 2015
Lynn H. Nicholas "Grabież Europy: Losy dzieł sztuki w Trzeciej Rzeszy i podczas II wojny światowej"
Czy jest tu ktoś, kto pasjonuje się historią wojskowej biurokracji w czasie II wojny światowej? Tak właśnie myślałam. Ja też nie znam nikogo w ten sposób skrzywionego. Jednak wygląda na to, że odmienne doświadczenia ma Lynn Nicholas, która poświęciła tej kwestii sporo miejsca w swoim opasłym dziele.
Grabież Europy można podzielić na, mniej więcej równe, trzy części: bardzo ciekawe pierwsze 200 stron (stosunek nazistowskich Niemiec do sztuki, wystawa sztuki zdegenerowanej, Hitler jako początkujący kolekcjoner, logistyka okradania podbitych krajów, przygotowania do ewakuacji europejskich muzeów), przenudne kolejne dwie setki (o tym właśnie, jak to Amerykanie i Anglicy coś tam niemrawo próbowali robić, by ochronić europejskie zbiory i zabytki, ale dogadać się nie mogli, za to zmarnowali mnóstwo papieru na korespondencję) i tyleż ciekawa co zawikłana 200-stronicowa końcówka (sytuacja na terenach wyzwalanych przez Aliantów).
Grabież Europy można podzielić na, mniej więcej równe, trzy części: bardzo ciekawe pierwsze 200 stron (stosunek nazistowskich Niemiec do sztuki, wystawa sztuki zdegenerowanej, Hitler jako początkujący kolekcjoner, logistyka okradania podbitych krajów, przygotowania do ewakuacji europejskich muzeów), przenudne kolejne dwie setki (o tym właśnie, jak to Amerykanie i Anglicy coś tam niemrawo próbowali robić, by ochronić europejskie zbiory i zabytki, ale dogadać się nie mogli, za to zmarnowali mnóstwo papieru na korespondencję) i tyleż ciekawa co zawikłana 200-stronicowa końcówka (sytuacja na terenach wyzwalanych przez Aliantów).
piątek, 20 lutego 2015
Stanisław Likiernik "Made in Poland"
Ta opowieść jest unikatowa, bo Stanisław Likiernik jest jedyną osobą, która mogła ją opowiedzieć. Dlaczego? Sprawdźmy. Jaki procent Polaków to inteligenci, tacy prawdziwi, niezwykle oczytani inteligenci? W tym zbiorze wyszukajmy osoby, które mają za sobą doświadczenie II wojny światowej. Wciąż jest w czym wybierać? To zawężajmy dalej. Wybierzmy z tej garstki żołnierzy Kedywu i uczestników powstania warszawskiego równocześnie. Na koniec zobaczmy, kto żyje do dziś i umysł ma niezmącony, jest więc w stanie wysuwać wnioski na podstawie własnych doświadczeń i przeczytanych dokumentów, a także w mocnych słowach podważyć zasadność tez z książki Piotra Zychowicza Obłęd '44 (dla mnie pozycji obrzydliwej, dla Likiernika absurdalnej). Najprawdopodobniej zostają prof. Bartoszewski (choć w sumie i on się nie łapie, bo oczywiście nie działał w Kedywie) i Likiernik właśnie.
poniedziałek, 30 czerwca 2014
Mikołaj Grynberg "Ocaleni z XX wieku" – wspólnota
Kochany, tyle lat na ciebie czekałam, żeby zacząć tak płakać.
Irena Johannsen, jedna z rozmówczyń Mikołaja
Irena Johannsen, jedna z rozmówczyń Mikołaja
Ocaleni to zbiór wywiadów. Rozmówcy mają po 80-90 lat, są mieszkającymi w Izraelu Żydami, którzy urodzili się w Polsce i na ogół tutaj przetrwali II wojnę światową. Mikołaj (po przeczytaniu Ocalonych nie jestem w stanie myśleć o nim inaczej niż "na ty"; poza tym mam wrażenie, że on jest "na ty" z całym światem) jest fotografem (wspaniałym) i wnukiem ocalonych. Nie, nie z tych Grynbergów. W 2010 r. stwierdził, że ma ostatnią szansę porozmawiać ze świadkami i ofiarami Shoah.
Już widzę te długie miny: co... kolejna książka wspomnieniowa o Holokauście... Kolejna, ale jednak inna.
czwartek, 17 października 2013
Joanna Olczak-Ronikier "Korczak"
Wyprostowany żądam, bo już nie dla siebie.
Daj dzieciom dobrą wolę, daj wysiłkom ich pomoc, ich trudom błogosławieństwo.
Nie najłatwiejszą prowadź ich drogą, ale najpiękniejszą.
A jako prośby mej zadatek przyjm jedyny mój klejnot: smutek.
Smutek i pracę.
Daj dzieciom dobrą wolę, daj wysiłkom ich pomoc, ich trudom błogosławieństwo.
Nie najłatwiejszą prowadź ich drogą, ale najpiękniejszą.
A jako prośby mej zadatek przyjm jedyny mój klejnot: smutek.
Smutek i pracę.
To słowa z Korczakowskiej Modlitwy tych, którzy się nie modlą. Dla mnie są mottem całego życia Starego Doktora. Chociaż Joanna Olczak-Ronikier opisała życie Janusza Korczaka (czy wszyscy wiedzą, że to pseudonim literacki Henryka Goldszmita?) w sposób prosty, rzetelny, rzadko dopuszczając do głosu emocje, ta biografia jest wstrząsająca (strasznie się można rozkleić, wręcz rozżalić). W moim odczuciu pisarka znalazła najlepszą formę dla udźwignięcia tak bogatej treści, stworzyła biografię idealną.
Korczaka stawiam w moim prywatnym panteonie bohaterów blisko Marka Edelmana. Łączą ich: życie będące służbą, cholerna wrażliwość na krzywdę, łamanie konwencji, a gdy zajdzie potrzeba - bezpośrednie, mocne słowa. Pamięć o tym pięknym człowieku powinna być w Polsce żywa, jego system pedagogiczny - stosowany, jego książki - czytane. Powinny, nie są. Nawet nie mam pewności, czy rok 2012, ogłoszony Rokiem Janusza Korczaka, znacząco poprawił sytuację. Przyniósł na pewno wznowienia, które ułatwiły dostęp do jego książek. Korzystajmy z tego, bo Henryk Goldszmit nadal może być dla nas źródłem inspiracji, siły i dumy, tak jak był dla ludzi jemu współczesnych.
W Roku Korczaka ukazały się też dwie książki dla dzieci o autorze Króla Maciusia I: Iwony Chmielewskiej Pamiętnik Blumki (zachwycająca!) oraz Beaty Ostrowickiej Jest taka historia (podobała się).
Książkę przeczytałam w ramach DKK.
Korczak: Próba biografii / Joanna Olczak-Ronikier ; wyd. W.A.B., 2011.
Gdyby miało sens ustalanie obowiązkowego kanonu lektur dla dorosłych Polaków, wpisałabym tam Korczaka. Z tego życia i z tej książki można czerpać garściami. Jest tam i o sile marzeń, i o życiowych celach, o tym skąd się wziął taki dziwny naród - Polacy, jak to jest być Polakiem i Ż(ż)ydem równocześnie, o tym, że bohaterowie nie biorą się znikąd, czym jest męstwo, patriotyzm, odpowiedzialność, no i jak słuchać dzieci, jak z nimi być, jak dzieci kochać.
Korczaka stawiam w moim prywatnym panteonie bohaterów blisko Marka Edelmana. Łączą ich: życie będące służbą, cholerna wrażliwość na krzywdę, łamanie konwencji, a gdy zajdzie potrzeba - bezpośrednie, mocne słowa. Pamięć o tym pięknym człowieku powinna być w Polsce żywa, jego system pedagogiczny - stosowany, jego książki - czytane. Powinny, nie są. Nawet nie mam pewności, czy rok 2012, ogłoszony Rokiem Janusza Korczaka, znacząco poprawił sytuację. Przyniósł na pewno wznowienia, które ułatwiły dostęp do jego książek. Korzystajmy z tego, bo Henryk Goldszmit nadal może być dla nas źródłem inspiracji, siły i dumy, tak jak był dla ludzi jemu współczesnych.
W Roku Korczaka ukazały się też dwie książki dla dzieci o autorze Króla Maciusia I: Iwony Chmielewskiej Pamiętnik Blumki (zachwycająca!) oraz Beaty Ostrowickiej Jest taka historia (podobała się).
Książkę przeczytałam w ramach DKK.
Moja ocena: 5,5/6
BiblioNETka: 4,99/6Korczak: Próba biografii / Joanna Olczak-Ronikier ; wyd. W.A.B., 2011.
Etykiety:
biografia,
Fortuna i Fatum,
grubasek (>400 s.),
historia Polski,
judaika,
Polish Pride,
WAB,
wojna
piątek, 23 sierpnia 2013
Marek Sadzewicz "Oflag" - zahibernowani dżentelmeni
II wojna światowa, wieś w okolicach Płocka. W gospodarstwie mojego pradziadka trwa rewizja. Niemiecki żołnierz, szukając ukrytych zapasów jedzenia, próbuje wejść na strych, lecz w wąskim otworze cały czas zawadza karabinem przewieszonym przez plecy. Pradziadek mamroce pod nosem po polsku: "Daj, ch..., to ci ten karabin potrzymam." Na to Niemiec odmrukuje po niemiecku: "Pewnie, żebyś mi, ch..., w dupę strzelił." I obaj wybuchają niepohamowanym śmiechem. Trafił się Niemiec swojak.
Taki klimat, kojarzący się z filmem Jak rozpętałem II wojnę światową, znajdziemy też w Oflagu, który jest opisem pobytu autora w niemieckim obozie jenieckim dla oficerów. Początkowo w koszarach w Choszowie, potem w Oflagu 2 D Gross-Born przesiedział Sadzewicz, wraz z tysiącami polskich oficerów, calutką wojnę. Bez nienawiści, bez dramatyzowania, za to z olbrzymim poczuciem humoru opisuje uwięzienie, warunki obozowe i niecodzienną społeczność, jaką stworzyli stłoczeni przez 5 lat na niewielkim obszarze mężczyźni. Co ciekawe, pamiętnik powstawał na bieżąco. W tym wypadku humor i dystans nie są więc dodane dopiero po latach, lecz towarzyszą Sadzewiczowi nawet w najokropniejszych chwilach.
Taki klimat, kojarzący się z filmem Jak rozpętałem II wojnę światową, znajdziemy też w Oflagu, który jest opisem pobytu autora w niemieckim obozie jenieckim dla oficerów. Początkowo w koszarach w Choszowie, potem w Oflagu 2 D Gross-Born przesiedział Sadzewicz, wraz z tysiącami polskich oficerów, calutką wojnę. Bez nienawiści, bez dramatyzowania, za to z olbrzymim poczuciem humoru opisuje uwięzienie, warunki obozowe i niecodzienną społeczność, jaką stworzyli stłoczeni przez 5 lat na niewielkim obszarze mężczyźni. Co ciekawe, pamiętnik powstawał na bieżąco. W tym wypadku humor i dystans nie są więc dodane dopiero po latach, lecz towarzyszą Sadzewiczowi nawet w najokropniejszych chwilach.
wtorek, 16 lipca 2013
Sławomir Koper "Polskie piekiełko" - Honor tanio sprzedam
Kto choć troszkę interesuje się tamtym okresem lub miał na tyle dobrego nauczyciela historii, że nie przysypiał na lekcjach, od razu pozna, że łysinami świecą gen. Władysław Anders i Jan Nowak-Jeziorański. Obstawiłam więc, że między panami siedzi "Greta", czyli Jadwiga Nowak-Jeziorańska. Mając te 3 nazwiska, już łatwo wyszperałam w Narodowym Archiwum Cyfrowym, że zdjęcie prezentuje wizytę gen. Andersa w Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa. Ale zaraz, zaraz... przecież to już lata powojenne, Rozgłośnia Polska działała od 1952 r., a książka opisuje lata II wojny światowej.
Okej, więc to mała ściema, opisanie zdjęcia zwróciłoby uwagę na rozbieżność dat. Brzydko, ale widać autorowi lub projektantce okładki zdjęcie (z promienną generałową na pierwszym planie) bardzo się spodobało. Na tyle, że na wstępie zaryzykowali zaufanie czytelników.
niedziela, 7 lipca 2013
Brian K. Vaughan & Niko Henrichon "Lwy z Bagdadu" - świat jest z porcelany
Jeśli jakaś kwestia etyczna mnie zdecydowanie przerasta, sprawdzam, co o tym zagadnieniu sądzą (sądził) prof. Bartoszewski, Jacek Kuroń lub Peter Singer i tego się trzymam, przynajmniej póki czegoś nie wymyślę sama (ale trudno się spodziewać, by było to coś mądrzejszego). Czytając Lwy z Bagdadu, przypomniałam sobie spór, jaki w 2003 roku na łamach Gazety Wyborczej toczyli Adam Michnik i Jacek Kuroń.
poniedziałek, 15 kwietnia 2013
Biyi Bandele "Chłopak z Birmy" - króla jak zwykle z nimi nie było
Wiem, wiem, powieści rozgrywających się na frontach II wojny światowej są prawdopodobnie setki. Mimo wszystko książka Bandele jest nietuzinkowa. Dla mnie potrójnie egzotyczna: oparta na faktach akcja rozgrywa się w birmańskiej dżungli, a bohaterami są głównie Nigeryjczycy, tworzący specjalną jednostkę do działań na tyłach wojsk japońskich, tzw. Czindici. Język powieści oddaje mieszaninę narodowościową i językową bohaterów (wielkie brawa dla tłumacza, Wojsława Brydaka, ależ się musiał narobić przy tej książce). No i opisuje życie w stanie wojny. Absurdalnej wojny, która dla bohaterów trwa nieustanie, w dzień i w nocy, otacza ich i wdziera się w ich umysły.
Subskrybuj:
Posty (Atom)











