Ta recenzja też na Koobe. |
Autobiograficzna opowieść przywodzi na myśl przede wszystkim wspomnienia Jamesa Herriota. Początki pracy w klinice weterynaryjnej, pastwiska Anglii, krowy cielące się w najczarniejsze noce i oczywiście humor. W posłowiu nasz - w tym momencie już bliski - znajomy Luke przyznaje, że pacholęciem będąc przestudiował dogłębnie dzieła zebrane Herriota. Bardzo miło jest ponownie odnaleźć ten klimat, ale Luke to już weterynarz i pisarz XXI wieku.
Herriot był dżentelmenem. Jego podopieczni cierpieli z powodu trudnego porodu, otyłości, czy kulek sierści zalegających w brzuchu. Na ogół wszystko kończyło się dobrze. Współczesny "wet" nie oszczędza nam niczego. Pokazuje cierpienie zwierząt spowodowane zaniedbaniami człowieka. Opisuje traumatyczne doświadczenie masowego zabijania zwierząt hodowlanych w związku z epidemią pryszczycy (tak, musieli to własnoręcznie zrobić weterynarze i był to dla nich horror). Poświęca wakacje, by w egzotycznych krajach operować i sterylizować bezdomne zwierzęta. Nie potrafi pozostać obojętnym, jest człowiekiem czynu, i im bardziej szalone wyzwanie, tym łatwiej na nie skusić Luke'a.
I jakoś udaje mu się to wszystko robić i opisywać bez zadęcia, z dystansem - nawet jeśli właśnie z gapiostwa przykleił sobie do palca mysz i nie ma pojęcia, jak ma się razem z nią pokazać na randce.
Książkę miałam z mojej ukochanej biblioteki, która jest kopalnią wszelakich tytułów, nie tylko czytadeł (a te raczej omijam).
Moja ocena: 4,5/6
Biblionetka: 4,63/6Wet: Moi wspaniali dzicy przyjaciele / Luke Gamble ; tł. Adam Pluszka ; wyd. WAB, 2012.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz