Czyli przyszły książki wygrane w BiblioNETce za recenzję Urbanatora! Mogłam wydać określoną pulę pieniędzy na dowolne tytuły. O! słodka udręko wyboru!
Wczoraj paczuszka dotarła. Rzuciłam się, dorwałam, rozerwałam i odkryłam, że wybierałam według klucza drobiarskiego.
Spodziewam się po sobie, że te sztuki opiszę szybko. W końcu leżą na szczycie hałdy.
środa, 31 lipca 2013
czwartek, 25 lipca 2013
Kari Herbert "Żony polarników: Siedem niezwykłych historii" - jedyny pożytek z wielorybników
Najpierw uwagi techniczne. Obiecuje się nam siedem historii, ale jedyną zasługą Eleonor Franklin jest zejście na zapalenie płuc w młodym wieku i tym samym zrobienia miejsca u boku odkrywcy Johna Franklina dla przebojowej Jane. Śledzimy więc losy sześciu par.
Śledzimy z niejakim trudem, bo autorka straszliwie poszatkowała te historie. Nieustanne skoki czasowe między Franklinami, żyjącymi na przełomie XVIII i XIX w., a 100-150 lat późniejszymi historiami pozostałych rodzin wprowadziły w mojej głowie kompletny mętlik. Ratowałam się dołączonym do książki kalendarium, ale dla was mam lepszy sposób, na który wpadłam niestety dopiero w połowie lektury. Proponuję - niczym w Cortazarowskiej Grze w klasy - alternatywne czytanie Żon polarników: śledzenie losów każdej pary z osobna, poprzez przeskakiwanie do dalszych rozdziałów na ich temat.
Śledzimy z niejakim trudem, bo autorka straszliwie poszatkowała te historie. Nieustanne skoki czasowe między Franklinami, żyjącymi na przełomie XVIII i XIX w., a 100-150 lat późniejszymi historiami pozostałych rodzin wprowadziły w mojej głowie kompletny mętlik. Ratowałam się dołączonym do książki kalendarium, ale dla was mam lepszy sposób, na który wpadłam niestety dopiero w połowie lektury. Proponuję - niczym w Cortazarowskiej Grze w klasy - alternatywne czytanie Żon polarników: śledzenie losów każdej pary z osobna, poprzez przeskakiwanie do dalszych rozdziałów na ich temat.
wtorek, 16 lipca 2013
Sławomir Koper "Polskie piekiełko" - Honor tanio sprzedam
Kto choć troszkę interesuje się tamtym okresem lub miał na tyle dobrego nauczyciela historii, że nie przysypiał na lekcjach, od razu pozna, że łysinami świecą gen. Władysław Anders i Jan Nowak-Jeziorański. Obstawiłam więc, że między panami siedzi "Greta", czyli Jadwiga Nowak-Jeziorańska. Mając te 3 nazwiska, już łatwo wyszperałam w Narodowym Archiwum Cyfrowym, że zdjęcie prezentuje wizytę gen. Andersa w Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa. Ale zaraz, zaraz... przecież to już lata powojenne, Rozgłośnia Polska działała od 1952 r., a książka opisuje lata II wojny światowej.
Okej, więc to mała ściema, opisanie zdjęcia zwróciłoby uwagę na rozbieżność dat. Brzydko, ale widać autorowi lub projektantce okładki zdjęcie (z promienną generałową na pierwszym planie) bardzo się spodobało. Na tyle, że na wstępie zaryzykowali zaufanie czytelników.
niedziela, 7 lipca 2013
Brian K. Vaughan & Niko Henrichon "Lwy z Bagdadu" - świat jest z porcelany
Jeśli jakaś kwestia etyczna mnie zdecydowanie przerasta, sprawdzam, co o tym zagadnieniu sądzą (sądził) prof. Bartoszewski, Jacek Kuroń lub Peter Singer i tego się trzymam, przynajmniej póki czegoś nie wymyślę sama (ale trudno się spodziewać, by było to coś mądrzejszego). Czytając Lwy z Bagdadu, przypomniałam sobie spór, jaki w 2003 roku na łamach Gazety Wyborczej toczyli Adam Michnik i Jacek Kuroń.
sobota, 6 lipca 2013
Hałda - zgrzeszyłam z dwoma
Jak każda szanująca się blogerka książkowa mam ten typowy problem, że rośnie mi tak zwany stos. Poza tym "w ruinie są finanse" - też raczej typowo. W związku z tym już dość dawno opuściłam szlaban na kupowanie.
No i dziś zgrzeszyłam, ale oni są tego warci. Andrzeja Dobosza przedstawiać nie muszę, a jeśli ktoś się jednak ostał w barbarzyńskiej niewiedzy, niech sobie dyskretnie śledzi tego bloga. Generała w bibliotece czytało się rozkosznie (spójrzcie na oceny), przy Pustelniku liczę, jeśli nie na spazmy, to chociaż powtórkę bardzo dobrych wrażeń.

Każdy przyniósł, co miał najlepszego / Mieczysław Abramowicz ; słowo/obraz terytoria, 2006, wyd. 2.
czwartek, 4 lipca 2013
Małgorzata Szubert "Leksykon rzeczy minionych i przemijających" - użyteczny lub kibelkowy
To fajny pomysł, przegrzebać stare (głównie XIX-wieczne i z 1. połowy XX wieku) pamiętniki i opracowania tyczące tamtych czasów, wyłuskać w nich przedmioty, które wyszły z użycia, i przypomnieć je dzisiejszym czytelnikom. Czyta się to trochę jak Słownik mitów... Władysława Kopalińskiego, niestety bez tej ekscytacji i poczucia odkrywania zupełnie nowych tropów kultury. Bo to jednak zestaw przedmiotów codziennych. Czasem trafia się chwytliwa anegdotka czy zdumiewająca informacja. Przykładowo w haśle Futra zapomniane autorka podaje, że niegdyś modne były futra z małp (nie było napisane i nie chcę widzieć z których) czy źrebiąt (nie do uwierzenia! w tej prokońskiej ułańskiej Polsce). Jednak gros notek nie przynosi żadnych rewelacji.
Ja bym wywaliła te hasła, które nic ciekawego nie wnoszą (np. dziurkacz konduktorski, froterkę ręczną do parkietów i tak z połowę haseł dotyczących szczegółów i szczególiczków garderoby). Trochę by książka straciła na swojej leksykonowatości, ale byłaby lepsza do czytania. A nieobecne w niej hasło zawsze mogłabym sobie sprawdzić w Kopalińskim.
A na ilustratorkę najęłabym
środa, 3 lipca 2013
Hałda - dowózka biblioteczna

.jpg)
Subskrybuj:
Posty (Atom)